W niniejszym eseju autor chciałaby pokazać, że pejzażowy wątek ściśle
wiąże się z charakterystyczną dla kina Dumonta refleksją nad rzeczywistością,
w której tradycyjne systemy wartości zostały zakwestionowane
lub wręcz zdegradowane. Funkcjonujące w tych dziełach krajobrazy nie
służą kontemplacji w rozumieniu kina tradycyjnych duchowości. Panoramy
prowincjonalnych miasteczek nie tchną tu spokojem, lecz marazmem,
a natura nie jest (tylko) źródłem piękna lub poczucia równowagi – często
skrywa ohydę pierwotnych instynktów i spektakl brutalnej śmierci. W pewien
sposób jej żywotność i zdolność do cyklicznego odradzania się kontrastują
z wewnętrzną pustką cywilizacji naznaczonej poczuciem kresu