Powszechnie znane są utyskiwania szesnastowiecznych pisarzy na niedostateczny
zasób polskiego słownictwa. Zenon Klemensiewicz w Historii języka
polskiego przytacza cytat z Nauki o prawdziwej i fałszywej pokucie, w którym
Wawrzyniec z Przasnysza ubóstwem polszczyzny tłumaczy fakt, że „jeno słowo
łacińskie musi i trzemi języka naszego wyłożyć [...]”1 2; pisze dalej Klemensiewicz,
iż „Powodowski poszerzał swoje kazania w wersji łacińskiej, bo po
polsku musiał je ujmować krócej z powodu ubóstwa języka. Wszakże to ten
sam kaznodzieja, od którego pochodzi owa kąśliwa uwaga, że język polski
»się więcej kuchnią niż dyjalektyką bawił«”.3 Podobnie wartościujących sądów
odnajdziemy więcej — na ubóstwo leksykalne narzekali m.in.: Mikołaj Szarffenberger,
Stanisław Orzechowski, Marcin Kromer, Jan Januszowski, Stanisław
Gosławski4[...